Tłoczny początek maja
Blog
01.05.2011
Gdybym miał szybko odpowiedzieć na pytanie „Z czym kojarzy mi się majówka/majowy weekend”, powiedziałbym: z tłokiem. Tłumy na Krupówkach, na deptakach w górskich kurortach, na szlakach w niższych partiach gór, w restauracjach nad wodą, a także długaśne korki w ich najbliższej okolicy stały się już przysłowiowe. Jeszcze tłoczniej jest w czeskiej Pradze – w długi majowy weekend można tam usłyszeć głównie język polski…
W tym roku termin sprzyja amatorom majowych wyjazdów (choć wcześniej bywało lepiej: zdarzało się, że już trzy dni urlopu wystarczyły, by nawet na 9 dni wyrwać się z pracy i z domu!) i wielu z nas traktuje początek maja jako termin do odbębnienia skróconych wakacji. W biurach podróży i na portalach turystycznych zaroiło się od ofert.
Generalnie większość wyjedzie na wspomniane deptaki, co oczywiście turystom z prawdziwego zdarzenia przysporzy nie lada atrakcji, typu oglądanie na żywo „szpilek na Giewoncie”. Nie zapomnę nigdy zacięcia na twarzy pewnej panienki, która deptała w takowym obuwiu przy Murowańcu – mimo wszystko wchodząc aż tam po kamienistym, wyboistym szlaku dokonała wyczynu nie lada…
Majowi turyści nie są bowiem – poza nielicznymi wyjątkami – piechurami, miłośnikami przyrody czy zabytków. Przyjeżdżają, by odpocząć, poleżeć/posiedzieć w cieniu, „zaliczyć” główną atrakcję, a potem zasilić kasę miejscowych jadłodajni i barów. Przyjeżdżają całymi rodzinami, z dzieciakami słuchającymi na cały regulator muzyki (nie wiadomo dlaczego przez słuchawki, skoro i tak wszyscy wszystko słyszą), aby się odprężyć, zabawić, a czasem się zwyczajnie polansować. To po prostu specyficzny weekend.
Coraz większa liczba osób szuka jednak nowych kierunków majowych wyjazdów. Z racji ograniczeń czasowych przypominają one nieco w klimacie wojaże Japończyków czy turystów z Hongkongu (tempo zwiedzania u Azjatów podyktowane jest jednak tym, że mają bardzo mało urlopu – w Hongkongu na przykład zaledwie 14 dni, a w Japonii 20, ale to tylko teoria: kto lekką ręką wykorzysta wszystkie, raczej nie ma po co wracać do pracy…). Modne stały się trzy stolice naddunajskie (Wiedeń, Praga i Bratysława), z tym że odwiedzane… hurtem, a także błyskawiczne wypady na Bałkany. Oferty te przebija znaleziona w necie „Szwecja w jeden dzień” (to może zrobić i „Chiny w dwie godziny”?).
Nie oznacza to, że majówki nie można spędzić ciekawie czy korzystnie dla zdrowia – hitem są majówki w SPA, w hotelach/zamkach z atrakcjami tematycznymi, w zacisznych gospodarstwach agroturystycznych, w kompleksach basenów termalnych (z fakultatywnym zwiedzaniem kilku okolicznych atrakcji). Kto szuka, ten znajdzie. I nie ulegajmy wszechobecnemu pędowi ku „ekspresowemu”, „błyskawicznemu”, „zobaczysz cały kraj/kontynent”: na prawdziwe wakacje jeszcze przyjdzie pora.
W tym roku termin sprzyja amatorom majowych wyjazdów (choć wcześniej bywało lepiej: zdarzało się, że już trzy dni urlopu wystarczyły, by nawet na 9 dni wyrwać się z pracy i z domu!) i wielu z nas traktuje początek maja jako termin do odbębnienia skróconych wakacji. W biurach podróży i na portalach turystycznych zaroiło się od ofert.
Generalnie większość wyjedzie na wspomniane deptaki, co oczywiście turystom z prawdziwego zdarzenia przysporzy nie lada atrakcji, typu oglądanie na żywo „szpilek na Giewoncie”. Nie zapomnę nigdy zacięcia na twarzy pewnej panienki, która deptała w takowym obuwiu przy Murowańcu – mimo wszystko wchodząc aż tam po kamienistym, wyboistym szlaku dokonała wyczynu nie lada…
Majowi turyści nie są bowiem – poza nielicznymi wyjątkami – piechurami, miłośnikami przyrody czy zabytków. Przyjeżdżają, by odpocząć, poleżeć/posiedzieć w cieniu, „zaliczyć” główną atrakcję, a potem zasilić kasę miejscowych jadłodajni i barów. Przyjeżdżają całymi rodzinami, z dzieciakami słuchającymi na cały regulator muzyki (nie wiadomo dlaczego przez słuchawki, skoro i tak wszyscy wszystko słyszą), aby się odprężyć, zabawić, a czasem się zwyczajnie polansować. To po prostu specyficzny weekend.
Coraz większa liczba osób szuka jednak nowych kierunków majowych wyjazdów. Z racji ograniczeń czasowych przypominają one nieco w klimacie wojaże Japończyków czy turystów z Hongkongu (tempo zwiedzania u Azjatów podyktowane jest jednak tym, że mają bardzo mało urlopu – w Hongkongu na przykład zaledwie 14 dni, a w Japonii 20, ale to tylko teoria: kto lekką ręką wykorzysta wszystkie, raczej nie ma po co wracać do pracy…). Modne stały się trzy stolice naddunajskie (Wiedeń, Praga i Bratysława), z tym że odwiedzane… hurtem, a także błyskawiczne wypady na Bałkany. Oferty te przebija znaleziona w necie „Szwecja w jeden dzień” (to może zrobić i „Chiny w dwie godziny”?).
Nie oznacza to, że majówki nie można spędzić ciekawie czy korzystnie dla zdrowia – hitem są majówki w SPA, w hotelach/zamkach z atrakcjami tematycznymi, w zacisznych gospodarstwach agroturystycznych, w kompleksach basenów termalnych (z fakultatywnym zwiedzaniem kilku okolicznych atrakcji). Kto szuka, ten znajdzie. I nie ulegajmy wszechobecnemu pędowi ku „ekspresowemu”, „błyskawicznemu”, „zobaczysz cały kraj/kontynent”: na prawdziwe wakacje jeszcze przyjdzie pora.
