Powietrzna restauracja
Kulinaria
- 07.09.2011
Skoro taką popularnością cieszy się śniadanie na trawie, czemu ma się nią nie cieszyć obiad w chmurach, pomyślał Belg David Ghysels i swój pomysł czym prędzej zrealizował. A pomysł był prosty: specjalnie zabezpieczony stół dla maksymalnie 22 gości podwiesić na dźwigu około 50 metrów nad ziemią i tam zaserwować najbardziej ekskluzywne smakołyki.
„Dinner In The Sky” Ghyselsa, którą uruchomiono w 2006 roku, została uznana wkrótce za jedną z najbardziej luksusowych restauracji świata. Trafiła również na listę 11 najbardziej ekstrawaganckich przybytków tego typu - stało się to w roku 2009. Oferuje niesamowite przeżycia zarówno kulinarne (nad daniami pracują tam najlepsi na świecie szefowie kuchni), jak i wizualne: siedzi się na wygodnych fotelach, przypięty czteropunktowymi pasami bezpieczeństwa, a nogi wiszą nad kilkudziesięciometrową przepaścią! W tej akurat restauracji podłogi brak… Deszcz ani prażące słońce biesiadnikom nie są natomiast straszne – zamontowano nad nimi specjalny parasol.
Choć większość posiłków to koszt kilkudziesięciu tysięcy dolarów, chętnych nie brakuje – jak stwierdził pomysłodawca: na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy dają każde pieniądze za to, by móc później pochwalić się przed znajomymi, że przeżyli coś absolutnie niezwykłego. A tradycyjne restauracje już ludziom się przejadły. Największym powodzeniem twór Ghyselsa cieszy się wśród biznesmenów, którzy negocjując z wyjątkowymi klientami lub odbywając ważne narady, konferencje, prezentując swe produkty wybierają to niezwykłe otoczenie na swe spotkania. Zdarzają się zamówienia na śluby, wesela, przyjęcia urodzinowe, a nawet… spotkania przy kartach!
Odpowiedzialna za „Dinner In The Sky” firma Benji-Fun ma swą siedzibę w Brukseli, ale już powstały jej oddziały w Paryżu, Nowym Jorku, a także przy… wodospadzie Niagara. Restauracje są jednak mobilne i za mniej więcej kilkanaście tysięcy euro mogą zjawić się na życzenie klienta w dowolnym miejscu. W Polsce pierwszy raz obiad w niebie zaserwowano w Łodzi, na rynku Manufaktury, wśród pierwszych gości znajdowali się Michał Piróg (który chwalił sobie pobyt w restauracji, choć cierpi na lęk wysokości) czy zespół Blue Cafe.
Może na pierwszy rzut oka podniebna restauracja wygląda nieco przerażająco, ale jej twórcy zapewniają, że jest w 100 procentach bezpieczna - dotąd nie zdarzył się żaden wypadek. A serwowane przez trzech „latających kucharzy” potrawy smakują w niej niebiańsko!
Jan Matul
„Dinner In The Sky” Ghyselsa, którą uruchomiono w 2006 roku, została uznana wkrótce za jedną z najbardziej luksusowych restauracji świata. Trafiła również na listę 11 najbardziej ekstrawaganckich przybytków tego typu - stało się to w roku 2009. Oferuje niesamowite przeżycia zarówno kulinarne (nad daniami pracują tam najlepsi na świecie szefowie kuchni), jak i wizualne: siedzi się na wygodnych fotelach, przypięty czteropunktowymi pasami bezpieczeństwa, a nogi wiszą nad kilkudziesięciometrową przepaścią! W tej akurat restauracji podłogi brak… Deszcz ani prażące słońce biesiadnikom nie są natomiast straszne – zamontowano nad nimi specjalny parasol.
Choć większość posiłków to koszt kilkudziesięciu tysięcy dolarów, chętnych nie brakuje – jak stwierdził pomysłodawca: na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy dają każde pieniądze za to, by móc później pochwalić się przed znajomymi, że przeżyli coś absolutnie niezwykłego. A tradycyjne restauracje już ludziom się przejadły. Największym powodzeniem twór Ghyselsa cieszy się wśród biznesmenów, którzy negocjując z wyjątkowymi klientami lub odbywając ważne narady, konferencje, prezentując swe produkty wybierają to niezwykłe otoczenie na swe spotkania. Zdarzają się zamówienia na śluby, wesela, przyjęcia urodzinowe, a nawet… spotkania przy kartach!
Odpowiedzialna za „Dinner In The Sky” firma Benji-Fun ma swą siedzibę w Brukseli, ale już powstały jej oddziały w Paryżu, Nowym Jorku, a także przy… wodospadzie Niagara. Restauracje są jednak mobilne i za mniej więcej kilkanaście tysięcy euro mogą zjawić się na życzenie klienta w dowolnym miejscu. W Polsce pierwszy raz obiad w niebie zaserwowano w Łodzi, na rynku Manufaktury, wśród pierwszych gości znajdowali się Michał Piróg (który chwalił sobie pobyt w restauracji, choć cierpi na lęk wysokości) czy zespół Blue Cafe.
Może na pierwszy rzut oka podniebna restauracja wygląda nieco przerażająco, ale jej twórcy zapewniają, że jest w 100 procentach bezpieczna - dotąd nie zdarzył się żaden wypadek. A serwowane przez trzech „latających kucharzy” potrawy smakują w niej niebiańsko!
Jan Matul
