Przygoda w przestworzach
Życie
- 30.08.2011
Jedną z najdynamiczniejszych form podboju przestworzy stało się w ostatnim czasie paralotniarstwo. Do Polski ten sport dotarł w końcu lat 80. XX wieku. Dziś to już przynoszący spore dochody biznes, bazujący na coraz większej popularności przeżywających prawdziwy boom sportów ekstremalnych. Daleko mu jeszcze u nas do takiej popularności, jaką cieszy się chociażby we Francji, skąd pochodzi, czy w Japonii, USA i Kanadzie, ale te zaległości są szybko nadrabiane.
Paralotnie, nazywane czasem zamiennie glajtem lub parapentem, to miękkopłaty, czyli szybowce o miękkim płacie nośnym (to odróżnia je od wszelkich rodzajów lotni, opartych na sztywnej konstrukcji). Ich głównym elementem jest skrzydło, pod którym umocowana jest specjalna uprząż dla pilota (tak, tak, pilota – aby czynnie i bez ograniczeń uprawiać paralotniarstwo, należy posiadać licencję IPPI lub Polskie Świadectwo Kwalifikacji Pilota Paralotni). Do tego dochodzi system RSH (spadochron zapasowy), a także masa przeróżnych gadżetów – kompasy, wariometry, GPS, radiotelefony, często zestawy fotograficzne.
Niektóre paralotnie mają zamontowany speedsystem, czyli przyspieszacz: linki takie umieszczone pod nogami pilota pozwalają osiągać większe prędkości, ale też i powodują szybsze opadanie paralotni. Całość zestawu waży od 5 (zestaw dla paraalpinistów) do 20 kilogramów.
Przeglądając modele paralotni, dziś prawie każdy znajdzie coś dla siebie. Sport ten ewoluował niezwykle szybko od momentu narodzin w 1978 roku, kiedy to trójka Francuzów – Jean-Claude Bétemps, André Bohn i Gérard Bosson – poszybowała 100 metrów w dół z góry Pointe du Pertuiset, szczęśliwie kończąc swą przygodę lądowaniem na pobliskim boisku piłkarskim. Ich tradycje pielęgnowane są we wspomnianym paraalpinizmie (paralotnia jest mała, lekka, pozwala wyłącznie na zlot ze szczytu, na który wcześniej się wdrapaliśmy). Są także małe paralotnie umożliwiające przeloty nad niewielkimi przeszkodami podczas jazdy na nartach, olbrzymie paralotnie ciągnące wózki z napędem (paralotnie z silnikami nazywane są paraplanami), paralotnie typu PPG, z silnikiem nakładanym na plecy przez pilota, czy paralotnie tandemowe, do lotów we dwójkę (na przykład z instruktorem).
„Zawodowych” paralotniarzy nie jest w Polsce zbyt wielu, ale zakosztować lotów paralotnią może każdy – działają liczne szkoły prowadzące kursy na różnych poziomach (część z nich organizuje obozy praktyczne, najczęściej w Alpach w Słowenii lub we Włoszech), czy też po prostu firmy organizujące pod okiem doświadczonych instruktorów kilkugodzinne szkolenia i przeloty dla osób prywatnych i zorganizowanych grup (na przykład w trakcie wyjazdów integracyjnych). Firmy takie zapewniają uczestnikom cały sprzęt, a nierzadko noclegi i pełny catering.
Jan Matul
Paralotnie, nazywane czasem zamiennie glajtem lub parapentem, to miękkopłaty, czyli szybowce o miękkim płacie nośnym (to odróżnia je od wszelkich rodzajów lotni, opartych na sztywnej konstrukcji). Ich głównym elementem jest skrzydło, pod którym umocowana jest specjalna uprząż dla pilota (tak, tak, pilota – aby czynnie i bez ograniczeń uprawiać paralotniarstwo, należy posiadać licencję IPPI lub Polskie Świadectwo Kwalifikacji Pilota Paralotni). Do tego dochodzi system RSH (spadochron zapasowy), a także masa przeróżnych gadżetów – kompasy, wariometry, GPS, radiotelefony, często zestawy fotograficzne.
Niektóre paralotnie mają zamontowany speedsystem, czyli przyspieszacz: linki takie umieszczone pod nogami pilota pozwalają osiągać większe prędkości, ale też i powodują szybsze opadanie paralotni. Całość zestawu waży od 5 (zestaw dla paraalpinistów) do 20 kilogramów.
Przeglądając modele paralotni, dziś prawie każdy znajdzie coś dla siebie. Sport ten ewoluował niezwykle szybko od momentu narodzin w 1978 roku, kiedy to trójka Francuzów – Jean-Claude Bétemps, André Bohn i Gérard Bosson – poszybowała 100 metrów w dół z góry Pointe du Pertuiset, szczęśliwie kończąc swą przygodę lądowaniem na pobliskim boisku piłkarskim. Ich tradycje pielęgnowane są we wspomnianym paraalpinizmie (paralotnia jest mała, lekka, pozwala wyłącznie na zlot ze szczytu, na który wcześniej się wdrapaliśmy). Są także małe paralotnie umożliwiające przeloty nad niewielkimi przeszkodami podczas jazdy na nartach, olbrzymie paralotnie ciągnące wózki z napędem (paralotnie z silnikami nazywane są paraplanami), paralotnie typu PPG, z silnikiem nakładanym na plecy przez pilota, czy paralotnie tandemowe, do lotów we dwójkę (na przykład z instruktorem).
„Zawodowych” paralotniarzy nie jest w Polsce zbyt wielu, ale zakosztować lotów paralotnią może każdy – działają liczne szkoły prowadzące kursy na różnych poziomach (część z nich organizuje obozy praktyczne, najczęściej w Alpach w Słowenii lub we Włoszech), czy też po prostu firmy organizujące pod okiem doświadczonych instruktorów kilkugodzinne szkolenia i przeloty dla osób prywatnych i zorganizowanych grup (na przykład w trakcie wyjazdów integracyjnych). Firmy takie zapewniają uczestnikom cały sprzęt, a nierzadko noclegi i pełny catering.
Jan Matul
