Co by chciało zdrowe ciało?
Blog
22.11.2010
Mój znajomy odżywia się zdrowo. To chyba zresztą nawet za mało powiedziane – on się odżywia wyjątkowo zdrowo. W związku z tym, przed zaproszeniem go, panuje w domu niezdrowa atmosfera. Co podać, żeby zechciał się poczęstować? Jaką wodę mineralną (broń Boże gazowaną! Ale jaką niegazowaną!?) postawić na stole? Gdzie schować kiełbasę, by nie doleciał go jej zapach (jest też ortodoksyjnym wegetarianinem)? Na szczęście otwarto teraz tyle sklepów ze zdrową żywnością, że kilka tych problemów można dość szybko rozwiązać. Tylko czy te masowe otwarcia plus agresywna reklama nie wpędzają nas w błędne koło i nie produkują sztucznie takich uciążliwych gości?
Wiadomo, że odżywiać trzeba się zdrowo. Przesadą jest pochłanianie seriami hamburgerów czy hot-dogów, ale – bądźmy szczerzy – przesadą jest także kupowanie wszystkiego w sklepach ze zdrową żywnością i ze specjalnymi certyfikatami. Takie coś to pierwszy stopień do zafundowania sobie ortoreksji („ortho” znaczy prawidłowy, „oreksis” to apetyt, pożądanie czegoś). A to już schorzenie o podłożu psychologicznym, nota bene zdiagnozowane dopiero w 1997 roku, a obecnie należące do tych z najszybszym wzrostem zachorowań… W dzisiejszych czasach chyba jednak najlepiej jeść normalnie – na co dzień zdrowo, może nawet dietetycznie, czasem – jesień, więc zapasy się robi – odrobinka szaleństwa i niezdrowa pizza. Nie unikniemy bowiem tak czy siak mniej lub bardziej zmodyfikowanej żywności – ominiemy pangę, którą, jak ujawniono, faszerują różnymi środkami, kupimy za to dorsza atlantyckiego. Dorsz atlantycki – wiadomo, ryba generalnie północnoeuropejska, wyławiana pewnie według europejskich standardów. Otóż nie – na opakowaniu wszechobecny napis „Made In China” (zostawiłem sobie na pamiątkę)… Szukanie tej jedynej, zdrowej, kończy się tym, że objedziemy pół miasta, a w końcu – z rozpaczy – objemy się cheeseburgerem.
A z ekranu i z kolorowych czasopism bombardują nas uśmiechnięte młode twarze gwiazd, gwiazdek i celebrytów wyznających, że wyglądają tak wspaniale jedząc potrawy bez cholesterolu i stosując takie, a nie inne diety. Widocznie całe dnie spędzają na zakupach albo każdy ma przydomowy ogródek (choć przy dzisiejszym stanie zanieczyszczeń…). Ale cóż, to działa – w jednym z eksponowanych miejsc w stolicy wystawiono serię bardzo ciekawych zdjęć poświęconych Chopinowi (wiadomo – rok chopinowski). Na końcu przypadkowo wisiała reklama poświęcona zdrowemu odżywianiu. Jak myślicie, na co zwracały uwagę wszystkie młode damy? Zgadliście – nie był to Chopin!
Wiadomo, że odżywiać trzeba się zdrowo. Przesadą jest pochłanianie seriami hamburgerów czy hot-dogów, ale – bądźmy szczerzy – przesadą jest także kupowanie wszystkiego w sklepach ze zdrową żywnością i ze specjalnymi certyfikatami. Takie coś to pierwszy stopień do zafundowania sobie ortoreksji („ortho” znaczy prawidłowy, „oreksis” to apetyt, pożądanie czegoś). A to już schorzenie o podłożu psychologicznym, nota bene zdiagnozowane dopiero w 1997 roku, a obecnie należące do tych z najszybszym wzrostem zachorowań… W dzisiejszych czasach chyba jednak najlepiej jeść normalnie – na co dzień zdrowo, może nawet dietetycznie, czasem – jesień, więc zapasy się robi – odrobinka szaleństwa i niezdrowa pizza. Nie unikniemy bowiem tak czy siak mniej lub bardziej zmodyfikowanej żywności – ominiemy pangę, którą, jak ujawniono, faszerują różnymi środkami, kupimy za to dorsza atlantyckiego. Dorsz atlantycki – wiadomo, ryba generalnie północnoeuropejska, wyławiana pewnie według europejskich standardów. Otóż nie – na opakowaniu wszechobecny napis „Made In China” (zostawiłem sobie na pamiątkę)… Szukanie tej jedynej, zdrowej, kończy się tym, że objedziemy pół miasta, a w końcu – z rozpaczy – objemy się cheeseburgerem.
A z ekranu i z kolorowych czasopism bombardują nas uśmiechnięte młode twarze gwiazd, gwiazdek i celebrytów wyznających, że wyglądają tak wspaniale jedząc potrawy bez cholesterolu i stosując takie, a nie inne diety. Widocznie całe dnie spędzają na zakupach albo każdy ma przydomowy ogródek (choć przy dzisiejszym stanie zanieczyszczeń…). Ale cóż, to działa – w jednym z eksponowanych miejsc w stolicy wystawiono serię bardzo ciekawych zdjęć poświęconych Chopinowi (wiadomo – rok chopinowski). Na końcu przypadkowo wisiała reklama poświęcona zdrowemu odżywianiu. Jak myślicie, na co zwracały uwagę wszystkie młode damy? Zgadliście – nie był to Chopin!
